Prof. Grzegorz Górski: Amerykanie kruszą Chiny, Iran i Rosję

Ostatnie 3- 4 lata to pasmo klęsk polityki Putina […] Putin jest autorem największej klęski polityki rosyjskiej, cofającej ją o 300 lat […] Twarda linia Trumpa wobec Merkel przynosi efekty […] Przykro oglądać żałosne podrygi Macrona- prof. Grzegorz Górski, historyk, amerykanista, rektor Kolegium Jagiellońskiego w Toruniu, w wywiadzie dla portalu Fronda.pl.

Fronda.pl: Dzięki uchwale Kongresu USA, prezydent Donald Trump może wprowadzić sankcje na firmy zaangażowane w budowę gazociągu Nord Stream II. Dlaczego dopiero teraz?

prof. Grzegorz Górski, historyk, amerykanista: Wprowadzenie tych sankcji nie powstrzyma oczywiście budowy NS II. Jednak kompleks działań, które były i są prowadzone przeciwko tej inwestycji spowodował, iż już teraz jej koszty wzrosły do takiego poziomu, iż Rosja nie odniesie spodziewanych korzyści. Co więcej, koszt gazu dostarczanego tym gazociągiem będzie wyższy. Otwiera to więcej możliwości przed gazem amerykańskim, który stanie się bardziej konkurencyjny dla dotychczasowych odbiorców gazu rosyjskiego. Amerykanie walczą zatem równocześnie o bezpieczeństwo energetyczne naszej części Europy, z drugiej zaś o interesy swoich producentów gazu.

Reakcją na decyzje administracji prezydenta Trumpa był medialny atak ważnych polityków rosyjskich, w tym prezydenta Putina na zdeklarowanego sojusznika Ameryki w Europie, tj. na Polskę. Czy jest to tylko gra polityczno-medialna o dostawy rosyjskiego gazu do państw Unii Europejskiej za pośrednictwem Niemiec, czy też o coś więcej?

Ostatnie 3- 4 lata to pasmo klęsk polityki Putina. Pyrrusowe sukcesy w starciu z Ukrainą- odzyskanie Krymu i okupacja wschodnich skrawków Ukrainy- okupione są nie tylko olbrzymimi kosztami dla budżetu federalnego, ale również przyniosły całkowitą utratę wiarygodności Rosji. Związane z tym sankcje, choć w praktyce bojkotowane przez Niemcy czy Francję, dotkliwie ugodziły w najważniejsze sektory gospodarcze Rosji- sektor zbrojeniowy i sektor wydobywczy. Rosja traci kontrolę nad swoim Dalekim Wschodem na rzecz Chin, ale nie może nic uczynić, bowiem uzależniła się do Chin jako podstawowego odbiorcy gazu. Rosja traci szybko wpływy w Azji Środkowej, gdzie jej byłe republiki penetrowane są przez Turcję i Iran. Wreszcie Rosja ugrzęzła w Syrii, a konflikt ten kosztuje ją olbrzymie środki.

To Putin jest autorem największej klęski polityki rosyjskiej, cofającej ją o 300 lat, a więc utworzenia prawosławnej metropolii kijowskiej. To ugodzenie w serce rosyjskiej polityki imperialnej, do którego doszło wskutek nierozumnych, agresywnych działań Putina. Uzupełnieniem tego jest klęska planów włączenia Białorusi do Rosji. Do tego dochodzi coraz większa niechęć do Putina wśród Rosjan. Następuje naturalne zużycie jego przywództwa, a że nie ma on już środków, którymi mógłby kupować sobie poparcie społeczne, to efekty są już dostrzegalne. Partia Putina przegrywa wybory do parlamentów w republikach, co jest symptomem tego zjawiska.

Jeśli dodamy do tego, że skutkiem pobrzękiwania szabelką przez Putina stała się mobilizacja państw NATO skutkująca lawinowym zwiększeniem ich budżetów wojskowych, to w konsekwencji Rosjanie musieli ogłosić, że nie dadzą rady w tej rywalizacji. Na deser putinowska żądza sukcesów doprowadziła do wyrzucenia Rosji z olimpiad.

Dlaczego prezydent Rosji atakuje Polskę?

Putin jest coraz bardziej sfrustrowany. Polska, którą traci jako wielomiliardowego odbiorcę rosyjskiego gazu, a która jeszcze chce handlować swoimi nadwyżkami gazu, to zbyt wiele. Do tego Polska, która skutecznie przekonuje partnerów z NATO do radykalnego wzmacniania wschodniej flanki, co powoduje skuteczne powstrzymanie agresywnych planów rosyjskich.

Dowodem niemocy i frustracji Putina i polityki rosyjskiej, jest właśnie próba bezczelnego rewizjonizmu historycznego. Jest naprawdę niesmaczne, gdy widzimy tego KGBowca ujadającego na Polskę, szermującego epitetami na polskiego ambasadora, a który mianem „bydlaka” czy „antysemity” nie obdarzył nigdy odpowiadającego tym przymiotom z naddatkiem Stalina. Powtórzymy jednak, ten bełkot Putina, Wołodina czy Andrejewa, to po prostu dowód kompletnej niemocy Rosji i potwierdzenie, że nie jest ona obecnie zdolna do prowadzenia racjonalnej polityki.

Należące do NATO Francja i Niemcy niemal jawnie występują przeciwko amerykańskim interesom w Europie, a były szef Rady Europy Donald Tusk symbolicznie „strzela w plecy” prezydentowi USA, i zadowolony z siebie publikuje swoje zdjęcie w mediach społecznościowych.

Zachowania Tuska nie będę komentował, bo nie ma sensu odnosić się do postawy na poziomie przedszkolaka. Co do Niemców wiadomo, iż od kilku lat przeorientowali swoją politykę i usiłują – oczywiście bezskutecznie – uzyskać pozycję supermocarstwa wykorzystując potencjał całej UE. W tej grze próbują oni podpierać się Rosjanami, próbują też kąsać Amerykanów. Ostatnio jednak widać wyraźnie, że twarda linia Trumpa wobec Merkel przynosi efekty. Jest symptomatyczne, że po wyskokach Macrona i jego próbach dezawuowania NATO, zarówno Merkel jak i von der Leyen były w forpoczcie tych, którzy krytykowali francuskiego narcyza. Oczywiście nie mam jednak złudzeń co do tego, że Niemcy zasadniczo przestawili zwrotnicę na politykę wilhelmińsko- adolfińską, czyli ostatecznie nastawioną na konfrontację z Ameryką.

Natomiast co do Francji, to przykro oglądać żałosne podrygi Macrona. Prężenie muskułów przez człowieka, który nie jest w stanie rozwiązać żadnego z niezliczonych problemów wewnętrznych, przed którymi stoi V Republika, jest po prostu żenujące. O pozycji Francji świadczy to, jak potraktowano Macrona podczas ostatniego szczytu NATO. To było- używając pewnej metafory- 28:1. To cały komentarz do obecnej pozycji Francji w poważnym towarzystwie.

Czy to, że Polska postawiła w ostatnich latach na strategiczny sojusz z leżąca po drugiej stornie Atlantyku Ameryką to dobre rozwiązanie? Czy może powinniśmy poszukać silnych sprzymierzeńców na kontynencie Euroazjatyckim?

No właśnie. Tylko jakich sprzymierzeńców? Kto miałby być naszym realnym sprzymierzeńcem w obliczu zagrożenia rosyjskiego? Niemcy? Pomijając już niezliczone powiązania niemiecko- rosyjskie, musimy mieć świadomość, iż wartość niemieckich sił zbrojnych obecnie jest mniejsza niż nasz potencjał. Jedyne co Niemcy nam mogą ofiarować w przypadku zagrożenia, to nie przeszkadzanie w tranzycie sił sojuszniczych. Francja? Znowu pomijając groteskową postawę ich prezydenta trzeba pamiętać, iż po ostatnich „reformach” armia francuska ma dziś znikomą wartość sojuszniczą. Oni mają kłopoty w Mali czy w Burkina Faso, kiedy próbowali działać w Libii, to wychodziło to im gorzej niż Włochom. Nie ma o czym mówić.

Realnie w Europie mogliby nas wesprzeć tylko Brytyjczycy, ale oni są już w nowej konfiguracji z Ameryką, więc nasz sojusz z USA ma tu kluczowe znaczenie. Podobnie zresztą jak wsparcie ze strony Kanady. Pozostaje jeszcze ewentualnie Turcja, ale po ostatnich wirażach Erdogana, trudno traktować go jako poważnego potencjalnego sojusznika. Więc może armia luksemburska albo cypryjska?

Bądźmy poważni. Ścisłe związki z USA są dla nas dzisiaj bezalternatywne. Cieszmy się z tego co mamy i módlmy się, aby Trump wygrał wybory. Jeśli do władzy dojdzie jakikolwiek demokrata, będzie to skutkować radykalnym pogorszeniem się naszego bezpieczeństwa.

Chiny, Rosja, Niemcy, Francja, ostatnio również Turcja i kraje arabskie – Stany Zjednoczone mają coraz więcej konkurentów politycznych i rywali, a coraz mniej politycznych przyjaciół. Czy armia, gospodarka i administracja USA wytrzymają presję z tak wielu kierunków?

Przez ostatnie cztery lata Trumpowi udało się odbudować pozycję USA, która gwałtownie załamała się podczas drugiej kadencji Busha jr. oraz – zwłaszcza – Obamy. Przestrzegałbym przed przyjmowaniem suflowanego z okolic CNN czy New York Times przesłania, o rzekomej izolacji Ameryki. Przypominam, iż ostatni szczyt NATO potwierdził prawdziwy leadership Trumpa. Ameryka ma znakomite obecnie relacje z najważniejszymi graczami w kluczowych regionach- Wielką Brytanią i Polską w Europie, Izraelem i Arabią Saudyjską na Bliskim Wschodzie, Indiami w Azji Środkowej, Japonią i Australią na Dalekim Wschodzie, Brazylią w Ameryce Południowej, RPA i Egiptem w Afryce. Życzyłbym każdemu takich sojuszy i to nie tylko militarnych.

Amerykanie kruszą na naszych oczach Chiny, Iran i Rosję, ostentacyjnie negliżują Francję i Niemcy pokazując ich zbyteczność w polityce światowej, pacyfikują skutecznie szaleństwa Erdogana czy Kima. Trump dokonał tego wszystkiego, bez wysyłania choćby jednego amerykańskiego żołnierza i bez żadnej interwencji. Gdyby był demokratą, to pewno dostałby przez trzy lata pod rząd pokojową nagrodę Nobla.

Czy USA wytrzymają to wewnętrznie?

Zważmy na fakt, iż obecnie jesteśmy świadkami bezprecedensowego w ostatnich dekadach sukcesu gospodarczego Ameryki i to osiąganego w warunkach wojen handlowych oraz coraz szerzej rozlewającej się po świecie recesji. Jeśli Trump wygra wybory – co na dzisiaj jest prawie pewne – to zdołają tę presję wytrzymać i sprostają nadchodzącym wyzwaniom.

Jakie będą kluczowe posunięcia prezydenta Trumpa w 2020 roku i jaką rolę w tych planach może odegrać Polska?

Dla Trumpa kluczowe będzie utrzymanie dynamiki ekonomicznej Ameryki oraz pozytywnej sytuacji na rynku pracy. To zadecyduje o wyniku wyborów. Wydaje się zatem, że aby zapewnić to, doprowadzi- przynajmniej na pewien czas- do przejściowego uspokojenia w wojnie z Chinami. Po wyborach będzie na tym odcinku z pewnością kolejne przyspieszenie. Sądzę że Trump będzie chciał dokończyć rozgrywkę z Chińczykami do 2022 roku. I w podobnym przedziale czasowym będzie chciał dokończyć rozgrywkę o warunki handlu z Europą. I tu pojawia się problem Polski.

Rozgrywka z Europą, to przede wszystkim rozgrywka z Niemcami i Francją. Obiektywnie rzecz biorąc w naszym interesie nie leży ochrona interesów tych państw w handlu z USA. Polska musi zacząć szukać swojego miejsca w tej nieuchronnie oczekującej nas grze. Musimy szukać silniejszych powiązań z Ameryką, bo w perspektywie kilku lat to ten związek może nam zapewnić realny wzrost gospodarczy, a nie pogrążone w permanentnym kryzysie kraje europejskie. Do tego dochodzi przecież również Wielka Brytania, która wchodzi w fazę ściślejszych związków gospodarczych z USA. To tu musimy szukać naszej reasekuracji wobec coraz bardziej agresywnej wobec Polski Unii Europejskiej. Jeśli ustawimy się w takiej pozycji, to nolens volens UE z zaciśniętymi zębami będzie musiała zostawić nas w spokoju.

Tylko w ten sposób będziemy mogli stawić czoła ofensywie trockistowskich elit UE i czołowych jej państw. A to jest niewątpliwie również cel polityki Trumpa. To zatem czyni nas naturalnymi sojusznikami.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad został pierwotnie opublikowany w portalu Fronda.pl w dniu 30.12.2019 r.